Podobno Polska podpisze ACTA 26 stycznia w Tokio. A ministerstwo gospodarki twierdzi, ze jak nie ratyfikujemy, to będzie wstyd. Tak przynajmniej donosi VaGla.
Jak można przeczytać w dokumentach rządowych, ACTA będziemy podpisywać między krajami UE, Australią, Kanadą, Japonią, Republiką Korei, Meksykiem, Marokiem, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA.
Byłby wstyd jak nic.
Niniejszym proponuję zasadę, którą z wrodzonej skromności i braku lepszego pomysłu nazywam roboczo prawem Czajki:
Ktokolwiek w dyskusji o prawie autorskim odwołuje się do pojęcia kradzieży, tym samym poddaje dyskusję walkowerem.
Usłyszałem w radiu słowo „copyleft”, użyte kilkukrotnie w znaczeniu abolicji prawa autorskiego. Ja jestem za copyright, nie za copyleft – mówi Agnieszka Odorowicz zapytana o kwestię pobierania filmów z Internetu bez zgody producenta.
Tymczasem NInA wymaga „udostęniania w domenie publicznej”, zaś minister Zdrojewski będzie do domeny publicznej przenosił przedwojenne filmy – w sensie upubliczniania w Internecie. Być może internetowe nazewnictwo miesza trochę w głowach – domena publiczna z domeną internetową nie ma przecież nic wspólnego.
Można stroić fochy, należy poprawiać – ale ja myślę, że ten wysyp błędnych użyć otwartościowej terminologii to pozytywny sygnał. Przynajmniej już słychać, że gdzieś dzwoni.